Grammarly czy LanguageTool po polsku? Beta zmieniła dawny prosty wybór

|Autor: Redakcja QUASA|5 min czytania
Grammarly czy LanguageTool po polsku? Beta zmieniła dawny prosty wybór

Grammarly obsługuje już polski w wersji beta: wskazuje błędy pisowni, interpunkcji i gramatyki oraz proponuje poprawki klarowności, płynności i zwięzłości. Dawny wybór oparty na tym, że Grammarly pomija polszczyznę, stracił więc sens. Do krótkich wiadomości i podstawowej korekty może wystarczyć Grammarly; do regularnego redagowania stylu i przeredagowywania zdań więcej odpowiednich funkcji ma LanguageTool.

Różnica między produktami dotyczy rodzaju poprawki oraz miejsca, w którym się pisze. Podkreślenie literówki, sugestia uproszczenia zdania i wygenerowanie nowej wersji zdania to odrębne działania. Przy poczcie i formularzach liczy się również to, czy korektor działa bezpośrednio w przeglądarce, czy wymaga przeniesienia tekstu do osobnego edytora.

Co rzeczywiście robi Grammarly po polsku

Grammarly automatycznie rozpoznaje obsługiwany język. Czerwonym podkreśleniem oznacza potencjalne błędy pisowni, interpunkcji i gramatyki, a niebieskim sugestie dotyczące klarowności, płynności i zwięzłości ukończonych zdań. Oznacza to, że polska wersja beta wykracza poza sam słownik ortograficzny. Sugestia wygładzenia zdania nadal różni się jednak od polecenia przerobienia całego akapitu na określony styl.

Z wykazu języków i planów Grammarly wynika, że wielojęzyczne sugestie są dostępne także w planie Free, natomiast przeredagowywanie całych akapitów obejmuje hiszpański, francuski, włoski, niemiecki, portugalski i ukraiński. Polskiego na tej drugiej liście nie ma. Opłacenie wyższego planu nie jest zatem samo w sobie sposobem na uzyskanie po polsku takiej funkcji przeredagowania akapitu, jaką produkt oferuje w wymienionych językach.

To rozróżnienie ma znaczenie dla osoby, która zna Grammarly z pracy po angielsku. Polskie podpowiedzi mogą pomóc poprawić wiadomość przed wysłaniem, ale nie należy zakładać, że wszystkie narzędzia do zmiany tonu lub budowy dłuższego tekstu działają identycznie w obu językach. Wersja beta mówi o statusie wielojęzycznych sugestii, nie o braku polskiej korekty.

Za co płaci się w LanguageTool

LanguageTool obejmuje polską pisownię, gramatykę, interpunkcję i styl, a w Premium dodaje bardziej rozbudowane kontrole oraz przeredagowywanie zdań. Oferta LanguageTool Premium podaje ponad 20 tys. dodatkowych kontroli dla grupy języków obejmującej polski, limit do 150 tys. znaków w polu tekstowym i nielimitowane przeredagowywanie zdań za pomocą AI. Liczba kontroli dotyczy całej wymienionej grupy języków; nie oznacza tylu osobnych reguł wyłącznie dla polszczyzny.

Przeredagowywanie przydaje się wtedy, gdy zdanie jest poprawne, lecz zbyt rozwlekłe, ma niewłaściwy ton albo powinno brzmieć bardziej formalnie. To inne zadanie niż znalezienie błędnego przecinka. Dla dłuższego pisma lub tekstu do publikacji właśnie ta dodatkowa warstwa może uzasadniać wybór LanguageTool. Propozycja nowego brzmienia nadal wymaga oceny autora, szczególnie gdy skrót mógłby zmienić sens lub zakres twierdzenia.

Większa liczba deklarowanych kontroli nie dowodzi, że LanguageTool zawsze znajdzie więcej błędów niż Grammarly. Producenci opisują różne funkcje i nie przedstawiają w tych danych porównywalnego wyniku na tym samym zestawie polskich tekstów. Uczciwe porównanie dotyczy więc dostępnego zakresu pracy: Grammarly oferuje polskie sugestie korekty i klarowności, a LanguageTool Premium dodaje po polsku przeredagowywanie zdań.

Dokumenty, poczta i przeglądarka

Grammarly udostępnia wielojęzyczne sugestie w aplikacjach na Windows i Maca, rozszerzeniach do Chrome, Safari i Edge, w Docs oraz aplikacjach mobilnych. LanguageTool wymienia dodatki do przeglądarek, Gmaila, Google Docs, Worda i LibreOffice; dodatek do Outlooka oznacza jako wersję beta. Dla osoby piszącej głównie w edytorze dokumentów ta różnica w dostępnych miejscach pracy może być równie ważna jak katalog podpowiedzi.

Nie należy jednak utożsamiać obecności dodatku z dostępnością każdej funkcji w każdym planie. Jeśli tekst powstaje w Wordzie, znaczenie ma obsługa tego edytora; jeśli jest to odpowiedź na wiadomość w przeglądarce, ważniejsze będą działanie rozszerzenia i jego warunki dostępu. Osobny edytor internetowy może wystarczyć do jednorazowego sprawdzenia pisma, ale wymaga skopiowania tekstu przed wysłaniem.

Co zostaje bez opłacania planu

Grammarly Free obejmuje wielojęzyczne sugestie, choć dokumentacja wersji beta zastrzega, że część funkcji należy do płatnych planów. Podstawowa polska korekta nie wymaga więc z góry subskrypcji. Nie jest to jednak obietnica, że darmowy użytkownik dostanie każdą zaawansowaną podpowiedź dostępną osobie z planem płatnym.

W przypadku LanguageTool trzeba osobno traktować bezpłatną stronę i rozszerzenie przeglądarki. W komunikacie o dostępie do rozszerzenia firma zapowiada ograniczenie go do użytkowników Premium oraz opisuje 14-dniowy okres próbny; po nim rozszerzenie ma przestać podkreślać błędy użytkownikom bez płatnego planu. Bezpłatne sprawdzanie tekstu na stronie ma pozostać dostępne. Komunikat nie podaje jednej daty, od której zmiana obowiązuje wszystkich, dlatego nie można na jego podstawie przypisać każdemu użytkownikowi tego samego momentu utraty dostępu.

Dla kogoś, kto pisze wiele krótkich wiadomości w ciągu dnia, korekta pojawiająca się w polu poczty jest inną usługą niż darmowy edytor, do którego trzeba wkleić gotową wiadomość. Przy okazjonalnym sprawdzeniu dłuższego tekstu dodatkowy etap może być mało istotny. To praktyczny powód, by porównywać darmowe plany według miejsca działania funkcji, a nie samej obecności słowa „Free” przy obu produktach.

Co pokazuje opublikowany test

W teście Promptowego z 3 października 2026 r. darmowe API LanguageTool wykryło 16 z 19 celowo wstawionych błędów w tekście liczącym 104 słowa. Przy założeniu, że za każdym razem automatycznie przyjęto pierwszą sugestię, poprawionych zostało 12 błędów. To wynik konkretnego tekstu i konkretnej metody przyjmowania poprawek, a nie pomiar skuteczności wszystkich wersji LanguageTool.

W zestawie znalazły się między innymi literówki, błędy fleksyjne, brakujące przecinki i problem ze składnią zdania. Rozbieżność między wykryciem błędu a trafnością pierwszej propozycji pokazuje, dlaczego liczba podkreśleń nie wystarcza do oceny jakości korektora. Autor nie sprawdzał Grammarly na tym samym tekście, więc wyniku LanguageTool nie da się zamienić w liczbowy rezultat bezpośredniego pojedynku tych dwóch produktów.

Który wybór pasuje do polskiego tekstu

Jeśli głównym zadaniem jest poprawienie pisowni, interpunkcji i gramatyki w krótkich wiadomościach, Grammarly Free jest dziś realną opcją także po polsku. Przy częstej pracy nad dłuższymi dokumentami, stylem i nowym brzmieniem zdań mocniejsze uzasadnienie ma LanguageTool Premium. Osoba, która pisze zarówno po polsku, jak i po angielsku, może z kolei docenić wielojęzyczne sugestie Grammarly w jednym narzędziu.

Najbardziej kosztowna pomyłka to zapłacenie za funkcję, której produkt po polsku nie udostępnia, albo wybranie darmowego planu, który nie działa w potrzebnym miejscu pisania. Wybór sprowadza się więc do konkretnego zadania: korekty podczas tworzenia wiadomości, redakcji polskiego zdania czy pracy w określonym edytorze. Każde z tych zadań wskazuje na nieco inny zestaw funkcji i ograniczeń.

Przeczytaj także:

Udostępnij:

Zapisz się do naszego newslettera

Otrzymuj najnowsze wiadomości o Web3, AI i kryptowalutach prosto na swoją skrzynkę.

0